Wyścigowe szaleństwo

Monako 2015 - Wyścig 035

Witajcie! Wreszcie wracam do Was po dłuższej przerwie. :) Sporo czasu minęło od mojego ostatniego wpisu na blogu, ale minione tygodnie były bardzo intensywne i wiele się przez ten czas wydarzyło. Cztery wyścigi, w tym jeden 24-godzinny, w przeciągu siedmiu tygodni to naprawdę dużo.

Zacznę od najbardziej wymagającego, ale zarazem wywołującego mnóstwo emocji i pozytywnych wspomnień wyścigu 24h Le Mans. Powiem wprost – spełniło się moje marzenie. :) Takie wydarzenie jest dla kierowcy wyścigowego niczym Tour de France dla kolarza albo Wimbledon dla tenisisty. Po prostu top w danej dyscyplinie. Tym bardziej cieszy dobry wynik uzyskany w debiucie. 7. miejsce w kategorii GTE Am to naprawdę świetne osiągnięcie. Pozostał wprawdzie pewien niedosyt, gdyż uszkodzony amortyzator oraz nieszczęśliwy pożar podczas pit-stopu kosztowały nas sporo czasu i co najmniej 2 pozycje w stawce, ale takie sytuacje podczas 24 godzinnej rywalizacji po prostu się zdarzają. Kto jeszcze nie widział, może obejrzeć nagranie pożaru, który się nam przytrafił pod linkiem https://www.youtube.com/watch?v=aWsD8dquWIo. Przyznacie, że musiało być gorąco!

Nie zmienia to jednak faktu, że dojechanie do mety legendarnego 24h Le Mans to ogromny sukces, który zapamiętam na zawsze. Emocji dodaje fakt, że jestem pierwszym Polakiem, który ukończył ten wyścig. To ogromny prestiż, ale także mobilizacja do dalszej pracy, która mam nadzieje zaowocuje zaproszeniem do udziału w kolejnej edycji tego 24-godzinnego klasyku. Nie ukrywam bowiem, że gdy emocje po ukończeniu wyścigu nieco opadły, zacząłem już myśleć o ponownym starcie w przyszłym roku. ;) Taki po prostu jest Le Mans – wciąga każdego, kto choć raz w nim wystartuje. Teraz trzeba jednak odłożyć wspomnienia na bok i powrócić do wyścigowej rzeczywistości.

Za mną już trzy rundy serii Porsche Supercup. Niestety początek sezonu nie ułożył sie po naszej myśli. Wielokrotnie powtarzałem, że PSC to niezwykle wymagająca i trudna seria. Znakomici kierowcy jadący w identycznych technicznie autach prezentują bardzo wyrównany poziom. To powoduje, że tak naprawdę o końcowe wyniki walczy się już w kwalifikacjach. Miejsce uzyskane w czasówce zazwyczaj jest zbliżone do miejsca na mecie, dlatego tak ważny jest start z przodu stawki.

Nam niestety w dotychczasowych kwalifikacjach towarzyszył pech, stąd takie, a nie inne miejsca w wyścigach. Wyjątkiem był inauguracyjny start w Barcelonie, bo mimo 9. pozycji startowej udało się wskoczyć na podium. Na torze Catalunya mieliśmy jednak sporo szczęścia, które nie zawsze sprzyja. W kolejnych dwóch startach odległe miejsca w kwalifikacjach oznaczały także dalsze miejsce na mecie. Choć zarówno w Monako jak i w Austrii udało mi się odrobić kilka pozycji, to jednak awans o 3-4 oczka to maksimum możliwości kierowcy i samochodu. Wraz z zespołem jesteśmy tym bardziej zawiedzeni, bo wiemy, iż nasze tempo wyścigowe jest dobre – kręcimy czasy na poziomie pierwszej trójki!

Mamy jednak nadzieję, że los odwróci się już podczas najbliższego wyścigu w Silverstone. Bardzo liczymy na powtórkę sprzed roku i zajęcie miejsca na podium. Wiemy, co musimy poprawić, aby osiągać lepsze wyniki. Teraz potrzebna jest maksymalna koncentracja i skupienie na osiągnięciu dobrego rezultatu, przede wszystkim w kwalifikacjach. Wierzę, że damy radę. ;) Trzymajcie za nas kciuki!

Kuba

Powrót do strony głównej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>